środa, 8 maja 2019

PODZIEMNY MARYNARZ - BOBRY DLA ZUCHWAŁYCH

Ahoj przygodo ! Przyszła wiosna, czas zatem odkurzyć naszą krypę. Co prawda dzisiejszy odcinek będzie bardziej naziemny, niż podziemny, ale każdy akwen jest dobry, by zwodować naszą nową jednostkę. Dziś do naszych niecnych celów użyjemy tego oto żółtego szkunera, który przejęliśmy po ciężkim boju na otwartym morzu. (A może wygraliśmy go w karty ... pijani byliśmy i nie pamiętamy :) ).
I wtedy na horyzoncie ukazała się tajemnicza wyspa, łypiąca do nas czarnym okiem, jakiegoś dziwnego wejścia. Jest więcej niż pewne, że odnajdziemy tam skarb. 
Kiedyś prowadził tam most, ale został wysadzony po ukryciu skarbu. Zrobił to prawdopodobnie Kapitan Hook. Wszyscy wiedzą, że to niecny łotr. Znany jest też pod pseudonimem Dziadek Świnka. 
Wyspa skarbów jest bardzo daleko, ledwo widać ją na horyzoncie. Czy nasz okręt da radę w tak dalekim rejsie... pełne morze, rekiny, krokodyle i węgorze morskie. 
Mimo licznych obaw podjęliśmy jednak wyzwanie, ponieważ zew przygody (i tajemnicza dziura) okazały się silniejsze. Nie wiedzieliśmy wtedy jeszcze, że wszystkie te niebezpieczeństwa o których pisaliśmy to nic, w porównaniu z tym, co nas tam czeka ... Ale nie uprzedzajmy faktów.
Pomimo licznych przeciwności losu, nadludzkim wysiłkiem woli dotarliśmy do brzegu. 
Dzielna krypa dała radę, choć nagryziona została zębem ryby-piły i ryby-łoma. 
Na lądzie zaniepokoiły nas dziwne ślady pozostawione na drzewach. Takich zniszczeń nie mógł dokonać człowiek. 
Odnajdujemy dziwne formy życia, nie występujące na naszej planecie. 
Na wyspie znaleźliśmy ślady po zabudowaniach. Technologia ich budowy przewyższa tę, która znana jest obecnie. Tak wielkie bloki skalne zostały ułożone z niezwykłą precyzją. Wszystko to zaczęło nas nieco niepokoić. 
Jako że jesteśmy dobrzy z matematyki, patrząc na te konstrukcje, od razu nasunęło nam się pewne spostrzeżenie. Obwód podstawy, podzielony przez podwójną wysokość daje liczbę Π =3,1416, jeżeli pomnożymy przez 1000000000, to otrzymamy średnią odległość Ziemi od Słońca. Ponadto, układ bloków zadziwiająco przedstawia układ gwiazd w pasie Oriona w roku 10583 p.n.e. Jednak machnęliśmy ręką. Nie można popadać w paranoję. To pewnie jest dzieło przypadku. 
Tylko czemu ktoś wyburzył most ...
Cokolwiek to zrobiło, lepiej tego nie spotykać. 
Ale my tu gadu gadu, a dziura sama się nie spenetruje. 
Od samego wejścia latarka przestała działać. To zapewne sprawa złych mocy. Nasza aplikacja do wyszukiwania nawiedzonych miejsc pikała jak oszalała. Szkoda, że zapomnieliśmy zabrać masek na gęby, bo nasza relacja wygląda niewiarygodnie. 
W powietrzu unosił się tajemniczy zapach. Złowrogi. Można by go porównać z zapachem wybiegu dla jenotów. Mimo, że kamera odmówiła posłuszeństwa, a do tego zapomnieliśmy akumulatora, udało nam się nagrać krótki film z tego miejsca. 
Tajemniczy zapach moczu jenota wabił nas i kazał kopać ... Po wielu godzinach wyłonił się tunel. Niestety nie mamy czasu więcej pisać ...
ponieważ musimy uciekać. 
Niektórzy uciekali łodzią, inni wpław. Jeszcze inni przeszli po wodzie. 
Na szczęście uszliśmy z życiem, przed tymi żarłocznymi bestiami. 
Kolejne niespotykane formy życia. Powstały zapewne na skutek promieniowania. 
Podczas gdy będziemy uciekać z wyspy, opowiemy coś niecoś o próchniaczkach, które stoją nieopodal. A trzeba wiedzieć, że o miejscu tym istnieją legendy. Za bardzo jednak nie możemy się rozpisywać, żeby nie zdradzać lokalizacji. 
Podobno swój tajny próchniak miał tu król Jan III Sobieski, a na wyspie stała kapliczka dla uczczenia zwycięstwa pod Wiedniem. Mało kto wie, że król był nieco innego wyznania, a ziemia raz oddana demonowi, już na zawsze przesiąka złem. 
Podobno też bywała tu królowa Marysieńka, która przechodziła specjalnie wykopanym przez jeńców tureckich tunelem z Wilanowa. Tunel był dość długi i pogmatwany. Dalej przechodził pod Wisłą i prowadził do Modlina oraz Almameru. Nic więc dziwnego, że królowa miała czasem małe opóźnienie. 
A ten oto modrzewiowy dwór jest próchniakiem klasy zero. Dokładna data jego powstania nie jest znana, niektóre źródła mówią, że powstał w roku 1805. Na przełomie lat wielokrotnie zmieniał właścicieli, jednak utrzymywany był w dobrym stanie aż do II wojny. 
W roku 1938, wieś w której stał dworek i której nazwy nie możemy podać, żeby nie zdradzać lokalizacji, włączona została do Warszawy. W roku 1945 majątek został znacjonalizowany. 
W latach 70-tych chciano urządzić tu ośrodek wypoczynkowy dla pracowników Kombinatu Budownictwa Miejskiego, ale pomysł ten nie doszedł do skutku. Wpuścić chamstwo na salony, z nocników by pili, a do portretów przodków strzelali z samopałów ...
Od lat 90-tych teren wraz z próchniaczkami przeszedł w ręce spadkobierców dawnych właścicieli. 
Nieremontowany niszczeje. Właściciel nie robi nic, by go ratować. Konserwator próbuje wymusić remont, jednak nic się w tej sprawie nie dzieje. Właściwie o każdym próchniaczku który zwiedzamy, moglibyśmy powiedzieć to samo. Trzeba zastosować szablon kopij wklej. 
To chyba koło młyńskie. Być może działał tu młyn, napędzany smródką. 
Dziwnych roślin jest tu więcej. Mają kolor czerwony ...
Dalej stoi kolejny dworek. Tym razem bardziej wyremontowany. Pochodzi z roku 1894. 
Niestety zostaliśmy zaatakowani przez dziwnego osobnika ze zmutowanym psem. Czy wpaść w jego objęcia, czy zawrócić i skończyć w paszczach krwiożerczych bobrów ... Trudny wybór. 
Przechodzimy przez kolejny portal i przenosimy się do czasów rzymskich. Kończymy na razie, bo nie chcemy skończyć u lwów. Do zobaczenia :)

1 komentarz:

  1. Narobiliście smaka. Mam nadzieje że ciąg dalszy nastąpi :)

    OdpowiedzUsuń