sobota, 1 maja 2010

FORT DĘBINA

1 maja, wybraliśmy się na tradycyjny pochód, jednak pogoda pokrzyżowała nam plany ...


Trzeba było gdzieś schować się przed deszczem, może tu?




Słychać jakieś głosy, tu chyba nagrywali "The Descent" i zostało kilku aktorów.




















Tu naprawdę jest bardzo bezpiecznie, a te walące się kawały to styropianowe atrapy, zawieszone tu niedawno jako atrakcja dla turystów.



i to nie prawda, że te tunele nie są nigdzie opisane i że nikt jeszcze stąd nie wyszedł





Wyszliśmy, idziemy dalej









Podziemne gazy skumulowały się

Tunele są tak zaparowane, że ledwo coś widać






Kształt tunelu jest znajomy, pod nogami tylko sucho













Ślady po kulach





Dużo pary








Mieszkaniec fortu, łatwo do niego trafić... po zapachu


Zabieramy go ze sobą, wór jest tak ciężki, że jeden lisek nie zrobi różnicy.





Schodzimy w kolejne tunele





Tu także duża wilgotność.

Ale jest przynajmniej toaleta.





Poza tym, to całkiem tu ładnie

Tunel w dół












Na koniec tradycyjny gruppen. Nazwa gruppen wywodzi się od łacińskiego słowa : "gruppare" - robić sobie gruppeny. Pierwsze pochodzą z I wieku n.e. i przedstawiają Jezusa z rodziną, oraz apostołami podczas ostatniej wieczerzy. Obrzędy gruppenów opisał w XVI wieku Jan Długosz, powołując się jeszcze na Mieszka Pierwszego.
Najsłynniejszy guppen militarny pochodzi z roku 1410, później, po wynalezieniu aparatu cyfrowego, gruppeny stały się coraz bardziej powszechne.

Nie trzeba dodawać, że kiedy wróciliśmy od razu wyszło słońce.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza