czwartek, 31 marca 2022

KANAŁ GŁÓWNY K

Zgodnie z obietnicą wracamy do naszych cmentarnych klimatów. Jak już udało się nam ustalić, kanałem ulicy Smętnej nie da rady przemieścić się, jeśli posiada się wzrost przekraczający przeciętnych rozmiarów szczura. A te kanałowe nie są zbytnio rosłe, także nie udało nam się niestety przecisnąć. 
Ale nie znaczy to, że pod naszym cmentarzem całkiem nic się nie dzieje. Mamy tu całkiem prężnie płynący kolektor, a nazywa się on Kanał Główny K. 
Kiedy podczas rutynowego niuchania klap, ujawnimy pod spodem miły dla oka widok, połączony z chwytającym za nos zapachem, od razu skacze ciśnienie. Nie ma czasu na jechanie po gumiaki. Trzeba wejść teraz. To jest silniejsze. 
Nasz dzisiejszy kanał, wybudowany został w latach 1934-36, czyli jak uważni czytelnicy już się domyślają, jest to drugi wypust, budowany w ramach projektu Kanalizacji Wielkiej Warszawy. 
Jest wygodny - jego wysokość oscyluje pomiędzy 2,10 a 1,75 m., a całkowita jego długość w pierwotnym wydaniu, to 1342,58 m.
Przy okazji Kanału K powiedzieć możemy, na jakie trudności napotykali budowniczowie kanałów. Trzeba pamiętać, że mamy rok 1934 i technologia była mniej zaawansowana, niż jest obecnie. 
Jeśli chodzi o ciężkie tereny pod budowę kanalizacji, należy rozgraniczyć je na dwie kategorie : Pierwsza z nich to trudne tereny pod względem uwarunkowań geologicznych. Mowa tutaj o obszarach położonych na skarpach, gdzie występują ruchome iły pstre, mające tendencje do osuwania się ku dolinie Wisły, bądź takich, gdzie występują kurzawki, torfy i tym podobne osady. 
Druga kategoria trudności, to tereny na których nie można z pewnych względów kopać, a prace trzeba prowadzić metodą tunelową. Przykładem takich niedogodności jest właśnie budowa kanalizacji pod cmentarzem. 
Jeśli chodzi o nasz dzisiejszy kanał, napotkano tu na dwie, wspomniane wyżej trudności. 
Teren, w jakim miał nasz kanał przechodzić, to tzw. utwór dyluwialny. Pojęcie to występuje w Świętych Księgach i obecnie trudno znaleźć jego dokładne wytłumaczenie. "Dyluwium" to przedwojenne określenie Plejstocenu, czyli wczesnej epoki okresu Czwartorzędu. 
Reasumując, na trasie planowanego kanału znajdowały się jakieś przeszkody, uformowane w epoce Plejstocenu. Były to kurzawki, płynące muły i żwiry oddające duże ilości wody. Znaczenia dla naszej wiedzy kanałowej dużego to nie ma. Ot taka ciekawostka. 
Dlatego też, podczas budowy Kanału K, zastosowano metodę tunelowania. 
Święta Księga pisze : "Tunelowanie (...) stosowane bądź w celu potanienia kosztu robót przy głębokich założeniach kanałów(w warunkach przeciętnych - od 7 m w dół), bądź w innych wypadkach, jak przejście pod koleją, pod budynkami, pod ruchliwymi odcinkami ulic dla zachowania ciągłości ruchu, pod cmentarzami itd.
Tunelowanie, stosowane w ostatnim dziesięcioleciu we dość dużych rozmiarach, z doskonałymi wynikami technicznymi i oszczędnościowymi, z reguły poprzedzane bywa badaniem gruntu za pomocą wierceń, z wyjątkiem krótkich odcinków w gruntach już znanych.
Rozmieszczenie szybów uzależnione jest od miejscowych warunków,- przeciętnie wypadają one co 80-120 m: z szybów końcowych tunelowanie odbywa się w jednym kierunku, z szybów pośrednich - w dwóch kierunkach jednocześnie." 
Chociaż o tunelowaniu natchniony przez Lindleya autor Świętej Księgi mówi przez dobrych kilka stron, nie będziemy pisać wszystkiego, aby nie zanudzić do reszty naszych czytelników. 
W skrócie mowa jest jeszcze o grubości klepek, używanych do obudowy tuneli, o skutecznym wietrzeniu, kiedy kopiący oddalali się na 20 metrów od przodka, oraz o opróżnianiu tuneli z ziemi, za pomocą łopat, kubłów żelaznych a także ręcznych dźwigów trójnożnych.
Jeśli kogoś bardziej to interesuje, odsyłamy do Świętych Ksiąg. My czytamy jeden wers przed każdym posiłkiem i również do tego gorąco zachęcamy.
A budowa kanałów metodą tunelową znana była nie tylko w latach 30-tych, ale już dużo wcześniej. Kiedy w roku 1889 budowano Kanał Główny B, mający przechodzić pod Ogrodem Saskim, będącym wtedy dumą miasta, o jakichkolwiek rozkopach nie mogło być mowy. Ale o przejściu Kanału B pod Ogrodem i o samym Ogrodzie zrobimy kiedyś osobny odcinek, bo temat wart jest tego. 
A my tymczasem podążamy dalej Kanałem K. Jesteśmy pod pewnym cmentarzem. Nie możemy powiedzieć pod jakim, ale cmentarz ten również wart jest tego, by zrobić o nim osobny odcinek. 
Słyszeliśmy legendy o Żydach, uciekających tędy z getta, jednak wszystkie klapy, jakie napotkaliśmy po drodze były zasypane. Być może jeszcze tutaj wrócimy, by zgłębić ten temat. Na razie wróćmy do roku 1934. 
Pomimo wielu trudności, z jakimi musieli zmierzyć się budowniczowie, Kanał Główny K został ukończony. 
Święta Księga pisze : "Trasa kanału wykonanego w porównaniu z projektowaną została wyprostowana i przeszła wprost pod cmentarzami. 
Wymiary kanału zostały zachowane, uległ zmniejszeniu jedynie spad z 2,3 promila na 1,3 promila. Spowodowane to zostało obniżeniem rzędnej ulicy Obozowej pod wiaduktem kolejowym oraz koniecznością skanalizowania niższych terenów, położonych na północ od ulicy Obozowej, czego projekt nie przewidywał. 
Zmniejszona wskutek zmiany spadu przepuszczalność kanału jest wystarczająca nawet przy zwiększonej nieco zlewni, gdyż obecny plan regulacyjny przewiduje dla tej dzielnicy (szczególnie na wschód od kolei obwodowej) mniejszą zwartość zabudowy, a więc i mniejszy spływ wód deszczowych. "
A tak od siebie możemy dodać, że jakkolwiek chodzi się tu miło i wygodnie, to posprzątać by tu czasem mogli. 
Chociaż jeśli klapy są niedrożne, to i wentylacja jest słaba, więc nie ma się czemu dziwić, że nikt nie kwapi się by tu włazić. 
Idziemy jeszcze w przeciwnym kierunku - ulicą Wawrzyszewską, w kierunku Okopowej.
Tutaj już robi się coraz niżej.
Na koniec jeszcze krótki filmik. Nie udało się go wkleić. Trzeba kliknąć w link. Dla chętnych :) 
Do zobaczenia !