Zapadł wieczór, a w zasobniku na szaber ciecia
była jeszcze połowa zysku ze sprzedaży miedziuchy. Sklepy powoli zamykano, a na jedzenie i najtańszy alkohol Andrzej
już nie mógł patrzeć. Zastanawiał się, na co jeszcze może wydać
pieniądze, gdy tuż obok siebie usłyszał cichy głos:
- Szlachetny panie, wspomóż starego ciecia. Na dołku zabrali mi cały szaber.
Rozejrzał
się i w cieniu bramy dostrzegł skuloną postać starszego mężczyzny.
Łachmany, w które był odziany, z pewnością były kiedyś piękną kufajką. Andrzej sięgnął do kieszeni i wyjął garść dukatów. W chwili, gdy wręczył
je cieciowi, tuż obok rozbłysło jasne światło i pojawiła się
księżniczka, zaklęta dotąd w Miedzianą Kaczkę.
- Nie spełniłeś moich warunków! Zawsze będziesz biednym cieciem! - krzyknęła, po czym rozpłynęła się w powietrzu.
Andrzej spojrzał na zadowolonego staruszka, który żwawszym krokiem oddalał się w kierunki Starego Miasta.
-
I dobrze - powiedział na głos. - Szabrowanie daje szczęście, ale jeszcze większe szczęście daje dzielenie się szabrem. Nie mógłbym tak żyć, bo nigdy nie
byłbym naprawdę szczęśliwy.
|